W najbliższych wyborach parlamentarnych mamy sytuacje podobną do tej z zeszłego roku. Tyle, że zamiast „głosuje na PO, żeby PiS nie wygrał”, teraz „głosuje na PiS, żeby PO nie wygrało”. Czy takie podejście ma sens? Trzeba by było to przemyśleć. Określenie „mniejsze zło” jest już na tyle poprawne i popularne, że celebryci mówią wprost wybierajcie mniejsze zło, ale idźcie zagłosować. Dla mnie to złe określenie i nam je wmówiono.

Ja myślę, że Ci którzy nie głosują, czekają, aż będzie można zagłosować na mniejsze lub większe dobro i może wtedy procent frekwencji wzrośnie. Gdyby samo krytykowanie polityków i sytuacji gospodarczej przekładałoby się na obecność przy urnie, byłoby zapewne i 90% frekwencji. Sam choć mocno namawiam, sądzę, że będzie lekko ponad lub w okolicach 60 procent. Szkoda, bo większość z tych nieobecnych, mogłaby się sprzeciwić wobec obecnych „elit” rządzących.

Ile w rzeczywistości ludzi interesuje się polityką trudno powiedzieć, bo samo głosowanie często jest wyrazem obywatelskiego obowiązku, do którego nie zawsze jest czas bądź chęć przygotowania się. No ale jak tu się interesować polityką, dziennik wieczorny oglądać? Przecież media kłamią i to bardzo. Ale robią to wykwintnie i przysłowiowy Kowalski nie wie, że jest oszukiwany. Więc może programy wyborcze przejrzeć i tym się sugerować. Nie odradzam, ale i nie namawiam. Programy obietnic to większe kłamstwo, niż te widziane w mediach. Przykład: na jednej stronie obietnica zmniejszenia długu publicznego i obietnica rozdawania pieniędzy na lewo i prawo. Zresztą mówią co zrobią, ale nigdy nie powiedzą jak mają zamiar to uczynić. No to wybierzmy tych co dadzą więcej na przykład w sprawie płacy minimalnej.

W tym wydaniu wygrywa Zjednoczona Lewica: 15 zł za godzinę… Nie wiem, od czego zacząć krytykując taki wpis w programie. Kto ma dawać te 15 zł: oni? Z własnej kieszeni? Więc czemu decydują ile ktoś ma nam płacić? Każdy wie, że 1300 zł płacy minimalnej to za mało, ale może zmniejszmy składki, zmniejszmy opodatkowanie? Często płaca minimalna jest dla nowego pracownika przez następne kilka lat płaca maksymalna. Jakby czegoś takiego nie było to pracownik by się mógł targować, przynajmniej w niektórych zawodach, jest obchodzenie tych zasad.

Jak już jesteśmy przy ustalaniu przez Polityków kto ile ma płacić, to chce zbesztać genialny plan, majstersztyk pani Kopacz – nowelizacja ustawy o zatrudnieniu osób do 30 roku życia, na który pójdzie 3 000 000 000 zł z funduszu pracy. Czego dotyczy? Wyjaśniam pokrótce: rząd chce płacić firmom za zatrudnienie pracowników na 12 miesięcy (oczywiście płace minimalną, gdzie projekt jest skierowany do absolwentów uczelni) jeżeli oni ich zatrudnią na następne 12 miesięcy. Czyli firmy muszą mieć zaplanowane dwa lata z góry, na co mogą sobie pozwolić. A na to pozwolić mogą sobie jedynie duże koncerny, szczególnie niepolskie. Po za tym głównie wykorzystają to te firmy, które i tak planowały stworzyć miejsca pracy. To teraz zrobią to za darmo, a zapłacą podatnicy bo niby skąd są publiczne pieniądze.

Dla zilustrowania przykład: Kolego, weź mojego syna niech Ci wypompuje szambo. Ja mu zapłacę. Powyższe pomysły nie dają rozwoju gospodarczego, niszczą konkurencyjność, a do tego niszczą finanse publiczne.

Od dłuższego czasu widzę jak Platforma wspiera zachodnie firmy i jak zachowuje się pod dyktando Unii. PiS nie jest gorszy w obiecywaniu. Obietnice już mają, czyli wiedzą co obiecać, a nie ważne, że nie wiedzą jak to zrobić. PSL to nawet nie muszę krytykować. Oni mają jedyny program ? zaakceptować wszystko, aby być w koalicji i podziale stanowisk, przy tym utrzymując dotychczasowe. Marnie się dzieje w tym kraju.

Pozwolę sobie przypomnieć słowa Margaret Tatcher – Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy.

Ja tylko bym chciał, żeby Oni przestali zabierać!

Między innymi dlatego sympatyzuję z partią Korwin. Tam, są konkretne projekty jak zmniejszyć podatki, i mówią o tych obciążeniach, które są najbardziej demoralizujące. Przy tym, czytam, i często zgadzałem się i zgadzam z poglądami i tezami Stanisława Michalkiewicza.

A odnośnie zarzutów co do samej już osoby pana Janusza Korwin-Mikkego. Był Gabriel Janowski, Andrzej Lepper, jest i Korwin. Media zawsze muszą zrobić z kogoś nieszablonowego oszołoma. Ale to Gabriel Janowski strajkował jak nam przejmowali cukrownie, to Andrzej Lepper wygłosił jak dotąd najlepszą Polską mowę w Europarlamencie. Coraz więcej osób i środowisk docenia Korwina. Nie każdego trzeba lubić, ale kilkadziesiąt lat walki z ograbianiem Polaków, przy nie zmienianiu poglądów i mówienia odważnym językiem, zasługuje na uznanie. Jeżdżenie od miasta do miasta, nie tylko w czasie kampanii wyborczych i wygłaszanie mów z bagażnika samochodu (sam byłem w Międzyzdrojach gdzie JKM rozmawiał z masą zgromadzonych ludzi) to ciągła walka o te same postulaty, które mogą coś zmienić w końcu w Polsce. Te zmiany są bardzo potrzebne naszemu Państwu, Krajowi, Ojczyźnie…

Na koniec, krótkie zasygnalizowanie mojej opinii w dwóch ważnych dla Polski sprawach. Uważam, że tylko Partia KORWiN ma odwagę postawić się Unii Europejskiej w sprawie imigrantów i Pakietu Klimatycznego.

 

Adrian Zakrzewski
Kandydat do Sejmu RP, okręg 6 – lubelski
Partia KORWiN, lista nr 4, numer 8.

Kategorie: Blog