…czyli przegrana sprawa inwestowania w zdrowie i rozwój Łukowa.

 

Zobacz też: oryginalny wpis na profilu na Facebooku

 

Pierwszy sesyjny post poświęcę tematowi kompleksu sportowego na tzw. „Wembleyu” oraz pomysłowi powstania tężni solankowej w parku miejskim. Niestety zanim te dobre prozdrowotne inwestycje mogłyby nabrać ram projektowych pewna pechowa trzynastka wyrzuciła je z budżetu.

Projekt kompleksu sportowego był odpowiedzią na wnioski i prośby łukowian. Miał dawać zdrowie mieszkańcom, być miejscem ich rekreacji. Miał być również dobrym interesem dla samorządu miejskiego i promować Łuków. O pumptrack zabiegała łukowska młodzież. Faktycznie, ta część młodego pokolenia nie ma na chwilę obecną wielu ciekawych miejsc, gdzie mogłaby w ruchu na świeżym powietrzu spędzić czas. Na ten apel odpowiedział burmistrz Piotr Płudowski. Ponadto wychodząc młodym na przeciw zaproponował siłownię street workout i ściankę wspinaczkową.

Wedle projektu drugą częścią tego kompleksu, który miał powstać „za Lidlem” było boisko pełnowymiarowe zadaszone balonem. O tę sprawę słusznie zabiegały z kolei kluby sportowe, gdzie trenuje się piłkę nożną – przede wszystkim ŁKS Orlęta Łuków oraz radny Przemek Wereszczyński.

Skąd taka potrzeba? Otóż okazuje się, że w szybkim tempie przybywa dzieciaków – młodych piłkarzy w Orlętach, jest bardzo dużo grup dziecięcych i młodzieżowych. Takie boisko pozwoliłoby młodym łukowianom na trenowanie i rozwój umiejętności przez cały rok. To tym bardziej ważne, bowiem mamy regularnie powoływanych piłkarzy do kadry wojewódzkiej oraz wygrywających różne, dobrze obsadzane turnieje. Gdyby owe boisko powstało, nie byłoby luki treningowej w miesiącach jesienno-zimowych. A mówimy o co najmniej 300 młodych piłkarzach!! Równie ważnym argumentem za budową takiego sportowego obiektu była promocja Łukowa oraz możliwość przyjeżdżania do naszego miasta wielu klubów piłkarskich z regionu. Dzięki poprawie infrastruktury sportowej Łuków mógł stać się poważnym miejscem na mapie sportowej północnej Lubelszczyzny i wschodniego Mazowsza.

Kolejnym punktem, który mogliśmy realizować na podstawie przygotowanego budżetu 2021 była tężnia solankowa. Dlaczego u nas? W dobie bardzo dużego przyrostu zachorowań na choroby układu oddechowego (w tym zachorowalność na covid-19), poza wsparciem instytucji odpowiedzialnych za zdrowie ludzi, miał to kolejny punt na mapie prozdrowotnych miejsc w Łukowie. Miało to być miejsce, które pozwoliłoby szczególnie seniorom oraz osobom ze słabą odpornością choć w części wspomagać leczenie oraz dać „namiastkę uzdrowiska” bez potrzeby wyjeżdżania z miasta. Według planów burmistrza tężnia solankowa miała być obiektem zbudowanym z drewna i tarniny, który pełniłby funkcje dużego inhalatora. Zły pomysł? Świetny wręcz, a co ważne że wyszedł właśnie ze środowiska seniorów, którzy mniejsze i większe tego typu konstrukcje widzieli w całej Polsce. I znów widzimy, że oprócz zdrowia naszych mieszkańców, mielibyśmy element promujący Miasto. Myślę, że taki obiekt przyciągałby wielu gości chcących skorzystać z takiej formy uzdrawiania się. I to nie tylko z najbliższej okolicy. No ale…

No i tu właśnie pojawiło się jedno, wielkie ALE! Ale tak ważne, że aż nie pozwoliło ruszyć z miejsca powyższym tematom w przyszłym roku z racji ich wyrzucenia z planu budżetowego. To „ale” brzmiało: ALE po co nam to, to jest niepotrzebne, my wiemy lepiej. Tak orzekła oświecona trzynastka w radzie, w której prym wiedzie PiS i szef tej interesownej grupy Artur Gałach. Tak przynajmniej brzmi oficjalna wersja podczas sesji rady miasta. Bo jak orientują się wtajemniczeni zarówno decyzje, jak i scenariusz oraz podział ról dla aktorów (marnych w swych rolach) pochodzą z innego piętra gmachu przy Piłsudskiego 17.

Decyzją powyższych stajemy w miejscu, ale właśnie o to im chodzi. Jedni z nich chcą, a inni muszą tak grać, by utrzymać się w ich politycznym, małym grajdole. Przy tym myślą, że ludzie teraz i przed kolejnymi wyborami uwierzą w ich propagandę, że „nic nie zrobiono w mieście, choć myśmy chcieli”. Nie te czasy…

Radni, którzy BYLI PRZECIW powyższym zadaniom:

  • grupa PiS: Leonard Baranowski, Zygmunt Celiński, Urszula Chruściel, Robert Dołęga, Artur Gałach, Krzysztof Jodełko, Maria Pszczółkowska, Andrzej Skwarek, Ewa Rybicka-Sicińska, Przemysław Suchodolski;
  • grupa Przymierze: Maciej Nurzyński, Krzysztof Okliński, Ryszard Smolarz.

Radnych, którzy chcieli uratować modernizację parku oraz projekty i budowę m.in. boiska i pumptracku było ośmiu: Łukasz Bober, Mariusz Chudek, Grzegorz Gomoła, Henryk Lipiec, Jarosław Okliński, Mateusz Popławski, Przemysław Wereszczyński i ja.

***

Punkt, podczas którego wyrzucono z budżetu kompleks sportowy i modernizację elementów w parku był tylko wstępem. W kolejnym kroku koalicyjna grupka PiS-Przymierze bezceremonialnie pozbyła się z planów burmistrza modernizacji Placu Narutowicza. Bardzo mi trudno to konstruktywnie skomentować, spróbuję opisać ten wątek w kolejnym poście.

Arkadiusz Pogonowski

Kategorie: Blog