Jestem bombą, którą odpalił burmistrz Szustek

Poniżej prezentujemy – za zgodą Wspólnoty Łukowskiej – wywiad, jaki ukazał się w tygodniku. Z Piotrem Płudowskim rozmawiał dziennikarz gazety Bartosz Szumowski.

 

Rozmowa z Piotrem Płudowskim, nowym burmistrzem Łukowa, ukazała się pierwotnie w wydaniu nr 46/2018 Wspólnoty Łukowskiej z 13 listopada 2018 r. Poniżej przedruk wywiadu dokonany za zgodą Redakcji:

 

WSPÓLNOTA: Nauczył się Pan już reagować na: „Dzień dobry, Panie burmistrzu”?

PIOTR PŁUDOWSKI: Uczę się (śmiech).

Ale może jeszcze nie wszyscy łukowianie wiedzą, kim jest nowy burmistrz. Proszę się krótko przedstawić.

Mam 44 lata, od urodzenia jestem łukowianinem. Od prawie 20 lat jestem żonaty z Joanną. Mamy dwoje dzieci – Karola (12 lat) i Agatkę (7 miesięcy). Natomiast od 20 lat uczę geografii w Zespole Szkół nr 2, a od ponad 10 prowadzę własną działalność gospodarczą, czyli szkołę jazdy. Ukończyłem studia na Wydziale Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego, a potem studia podyplomowe z zakresu edukacji dla bezpieczeństwa i – jako radny – studia podyplomowe z zakresu administracji i finansów publicznych.

Co Pana pchnęło do polityki?

Zachęta kolegi. Zaprosił mnie do startu w wyborach lokalnych w 2014 r. Widział we mnie materiał na samorządowca, bo wydałem mu się osobą niezależną i rozpoznawalną w środowisku.

A pamięta Pan impuls, który sprawił, że pierwszy raz pojawiła się myśl: „Wystartuję w wyborach na burmistrza”?

Pierwsze sugestie pojawiły się w 2015 r., kiedy byłem radnym już od roku. Koledzy z Rady Miasta mówili, że nadawałbym się i miałbym szanse w starciu z ówczesnym burmistrzem. Odrzucałem te zachęty, tłumacząc: „Mam swoją firmę, która mnie cieszy, i nie wyobrażam sobie, że mógłbym ją porzucić”. Potem jednak myśl o kandydowaniu rozwijała się we mnie, również za sprawą pana Dariusza Szustka i sposobu, w jaki rządził miastem. Myślę, że byłem ładunkiem wybuchowym, z którego wystawał lont. Wystarczyło, że burmistrz podszedł do mnie i podłożył ogień. W 2016 r. zauważyłem ogromną potrzebę zmiany w Łukowie, a nie widziałem na horyzoncie nikogo innego, kto chciałby stanąć naprzeciwko pana Szustka. Na początku o moich planach wiedzieli tylko najbliżsi, ale mniej więcej od roku nie kryłem się z decyzją o starcie w wyborach na burmistrza. Alternatywa dla Łukowa, do której należę, nie miała wątpliwości, jeśli chodzi o poparcie mojej kandydatury.

Jaka, z Pana perspektywy, była tegoroczna kampania wyborcza w Łukowie?

Była dynamiczna i emocjonująca, ale w mojej ocenie, na szczęście bez elementów brudnej walki wyborczej. Nie chciałbym się chwalić, ale odnoszę wrażenie, że to ja nadałem ton tej kampanii. Wyraźnie artykułowałem, jaką mam ofertę dla mieszkańców, a pozostali kandydaci się do tego odnosili, kopiując moje ruchy albo przynajmniej na nie odpowiadając. Przed drugą turą skupiłem się jednak na tym, by dotrzeć do jak największej liczby mieszkańców i przekonać ich do siebie. Nie oglądałem się na kontrkandydata. Rozmawiałem z łukowianami, pukałem do ich drzwi.

A który wynik wywołał u Pana większe emocje – ten z 21 października czy z 4 listopada?

Ten pierwszy był dla mnie bardzo dużą lekcją pokory. Oczywiście, było zadowolenie wynikiem, bo nie liczyłem na prawie 4 tys. głosów. Jednak liczba głosów oddana na najważniejszego kontrkandydata wywołała u mnie chwile zwątpienia. Miałem poczucie, że dystans jest zbyt duży i nie da się go nadrobić. Ale się nie poddałem i postanowiłem, że skoro mocno wszedłem w kampanię, zaangażowałem w nią tak wiele osób i uzyskałem tak duży odzew, to jestem coś winien mieszkańcom. Poszedłem więc dalej. A jeśli chodzi o drugą turę, to myślę, że dużą część kampanii na moją rzecz wykonał burmistrz Szustek. Kiedy od razu po pierwszej turze łukowski PiS zawarł koalicję z Przymierzem dla Ziemi Łukowskiej, mieszkańcy odczytali w tym brak szacunku, arogancję i pewność wygranej. Dlatego 4 listopada miał miejsce odpływ elektoratu od pana Szustka. Wyborcy postanowili powiedzieć „nie” jemu i tworzonemu przez niego układowi.

Wynik wyborów zmieni poważnie Pana życie, także zawodowe i to, które prowadził Pan dotąd jako przedsiębiorca…

W szkole otrzymałem urlop bezpłatny na okres pełnienia funkcji publicznej, jaką jest burmistrz miasta. Jeśli chodzi o moją działalność gospodarczą, to z jednej strony muszę zamknąć firmę, a z drugiej chcę to zrobić, bo zamierzam maksymalnie wejść w nową rolę. Stanie w rozkroku byłoby w tej sytuacji bardzo niebezpieczne. Na zakończenie działalności mam 3 miesiące, więc osoby, które rozpoczęły kurs w mojej szkole jazdy, spokojnie go zakończą. Poza tym już na początku kampanii wyborczej w zasadzie wstrzymałem nabory. No i coś, co muszę dodać: to, że zostałem burmistrzem, na pewno nie zgasi mojej pasji do wszystkiego, co jeździ.

Jaka będzie pierwsza decyzja burmistrza Piotra Płudowskiego? (rozmowa odbyła się jeszcze przed zazprzysiężeniem Piotra Płudowskiego na stanowisko burmistrza – przyp.)

Spotkam się z ludźmi, z którymi będę współpracował przez najbliższe 5 lat. Chciałbym poznać zespół, zwłaszcza szefów poszczególnych wydziałów i dyrektorów jednostek podległych Urzędowi Miasta i szkół. Nie ukrywam, że już podjąłem pewne działania w tym kierunku, na przykład spotkałem się z prezesem PUIK-u Marcinem Mateńką. Chciałbym też, by lepiej niż dotychczas układała się współpraca miasta z gminą Łuków. Jestem po spotkaniu z wójtem Mariuszem Osiakiem. Rozmawiałem również z posłem Krzysztofem Głuchowskim, który zaoferował pomoc.

Pytanie, które w naszej rozmowie musi paść: jakie zmiany personalne w Urzędzie Miasta i firmach komunalnych Pan planuje?

Na pewno nie będzie rewolucji, czyli zwolnień. Nie będę jednak ukrywał, że dokonam przesunięć na stanowiskach. Przez ostatnie 4 lata obserwowałem pracę Urzędu oraz urzędników i w kilku przypadkach doświadczyłem tego, że pracownicy poszczególnych wydziałów są lepsi od swoich naczelników. A na jakich stanowiskach nastąpią zmiany? Wiążące decyzje jeszcze nie zapadły, ale na pewno zmieni się sekretarz miasta (zmiana ta już się dokonała, ponieważ Piotr Płudowski odwołał 22 listopada z zajmowanego stanowiska Ryszarda Szczygła – przyp.). Muszę mieć w swoim bezpośrednim otoczeniu osoby kompetentne i zaufane. Ale nie jest tak, że startując do wyborów, skompletowałem własny „gabinet cieni”, czyli członków Alternatywy dla Łukowa, których chciałbym zainstalować w Urzędzie Miasta. Nie obiecywałem też żadnych stanowisk innym siłom politycznym, które mają obecnie swoich radnych w Radzie Miasta. Jeśli zaistnieje potrzeba zatrudnienia nowych pracowników, odbędzie się to w sposób transparentny, czyli w drodze konkursu.

Alternatywa dla Łukowa nie ma większości w Radzie Miasta. Czy spodziewa się Pan tarć na linii burmistrz – inne kluby?

Rozmawiałem już ze wszystkimi środowiskami w Radzie Miasta i praktycznie ze wszystkimi radnymi, bo odsuwam podziały polityczne na bok. Każdemu zaproponowałem pracę na rzecz miasta. A czy będą tarcia? Jestem optymistą, ale i realistą. Jako optymista uważam, że bez problemu stworzymy koalicję ludzi z 4 środowisk, ale jako realista zdaję sobie sprawę, że w części klubów, zwłaszcza PiS-u, będą osoby, które mogą mi przeszkadzać w sprawowaniu urzędu. Nie spodziewam się jednak paraliżu pracy władz miasta, będąc jednocześnie przygotowanym na dyskusję i konstruktywną krytykę.

Jak Pan myśli, czy Dariusz Szustek, jeśli zostanie radnym, będzie takim radnym, jakim był Piotr Płudowski – czyli głównym opozycjonistą, wbijającym burmistrzowi szpile?

Jest taka możliwość. Jeśli chodzi o mnie, to mogę zadeklarować, że będę reagował spokojnie, na pewno spokojniej niż pan Szustek – tak jak miało to miejsce do tej pory. Choć jako radny korzystałem z prawa do krytykowania władzy, nigdy nie zostałem wyprowadzony z równowagi przez burmistrza. I nie zamierzam pozwolić na to komukolwiek, kto będzie tego próbować. Nie chcę zachowywać się impulsywnie, wolę mówić o faktach. Będę wychodził z propozycjami dla miasta i starał się pokazać je radnym. Gdy te rozwiązania spotkają się z krytyką, będę otwarty na dyskusję, kompromis i zmianę pierwotnej propozycji. Tak zresztą powstają najlepsze rozwiązania. Przecież o to nam wszystkim chodzi.

I ostatnie pytanie: co dziś wydaje się Piotrowi Płudowskiemu największym problemem do rozwiązania w najbliższych 5 latach?

To pokażą najbliższe dni. Kiedy zacznę urzędować, będę mógł powiedzieć, czy z szafy nie powypadały jakieś trupy i zamiast realizować program będę musiał posprzątać po poprzedniku. Pan Szustek często mówił, że budżet Łukowa to tort do pokrojenia. Moim zdaniem, trzeba umieć go umiejętnie kroić, bo zawsze będzie za mały w stosunku do potrzeb. Dlatego chciałbym się skupić na zaniedbanych obszarach miasta, gdzie ludzie czekają długo lub za długo na rozwiązanie poważnych problemów. Mam tu na myśli m.in. nieskanalizowane części miasta, jak obrzeża np. ul. Poważe, ale i fragmenty centrum, gdzie brakuje tej infrastruktury, np. na ul. Konwiktorskiej czy Kanałowej. Obawiam się też, czy uda się utrzymać w skali ogólnopolskiej dobrą koniunkturę gospodarczą. Jeśli tak, to przełoży się na wpływy także do budżetu Łukowa. Przecież miasta takie, jak nasze opierają się w sporej części na podatkach. Jeśli ta koniunktura się utrzyma, to jestem dobrej myśli.

Rozmawiał Bartosz Szumowski